Strona główna » Wiedza kajakowa » Wspomnienia kajakowe » 14

Marycha, Nieda, Baltoji Anćia, Kunisianka - kręte śieżki pogranicza

Wszystkiemu winien jest Leszek.

Leszek wychodzi z założenia, że całego świata nie pozna. Postanowił zatem skupić się na najbliższych okolicach i stać się specem od Europy Środkowej. Samochodem, pieszo, kajakiem odwiedza leżące na jej obszarze kraje. W Czechach czyta czeską prasę, wspólnie ze Słowakami prowadzi badania naukowe, na Litwie zaskakuje sprzedawczynię znajomością litewskich liczebników, na odludnych plażach Kurlandii zbiera bursztyny. Leszek dotarł w czasie swoich wędrówek w wiele miejsc. Dotarł też na pogranicze Polski i Litwy, nad Marychę i Białą Hańczę, i uznał, że rzeki te warte są spłynięcia. Zachęcił nas do tego i wyruszyliśmy sprawdzić, czy przypuszczenia Leszka były trafne.

Jechaliśmy z Włocławka w ciągłym deszczu. Kończyło padać, gdy rozkładaliśmy się na biwak nad jeziorem Pomorze. Dzięki długotrwałym opadom było wiadomo, gdzie rozbić namioty, by nie podciekały: tam, gdzie nie było kałuż.

Wieczorem obozujący po sąsiedzku zaprosili nas do ogniska. Od lat przyjeżdżają w to miejsce wspólnie pobiwakować, powędkować, popalić ogień. Bardzo sympatyczni ludzie. Włodek wkrótce zadzierzgnął z jednym z nich bliższą znajomość. Człowiek ten przekonywał Włodka, że trzeba żyć naturalnie.

- Odrzuć ten sztuczny fotel, usiądź na kłodzie. Kłoda, postawa wyprostowana, kręgosłup odpoczywa.

Włodek uległ namowom i odrzucił fotel w noc. Przesiadł się na oferowaną mu kłodę. Kłoda jednak Włodka nie przyjęła, spod niego uciekała, no i ... w dupcię było twardo.

Filozofii kłody Włodek ostatecznie nie przyjął, ale był tego blisko.

Dwa oblicza Marychy

Bobry są dziś wszędzie. A był taki czas, że bobrów niemal nie było! W 1881 roku Józef Łoziński, autor o bobrach piszący, obawiał się nawet, że zostały całkiem wytępione, gdyż nigdzie nie znalazł współczesnej o nich wzmianki. Nie było to na szczęście prawdą, bobry przetrwały i w 1944 roku jedną bobrzą rodzinę znaleziono nad rzeką Marychą niedaleko Krasnopola, w rejonie, gdzie dziś znajduje się rezerwat przyrody "Ostoja Bobrów Marycha". W 1953 roku bobry znaleziono na jeziorze Bobruczek, także w dorzeczu Marychy; zaczęły też być widywane nad jeziorem Wigry. Od tego czasu, objęte ochroną, pozbawione naturalnych wrogów, niebywale się rozmnożyły i rozprzestrzeniły, w czym walnie dopomógł im człowiek, reintrodukując je w rozmaitych miejscach Polski. Teraz widząc poobgryzane bobrzymi siekaczami nadbrzeżne drzewa czasem owej reintrodukcji żałuje.

Zaczęliśmy spływ Marychą poniżej bobrzych rezerwatów, na jeziorze Sejny. Rzeka poniżej jeziora wody nie niosła wiele, ale dla kajaka dość. Na progu za mostem lepiej było się jednak holować niż spłynąć, bo strasznie kajak o przewał ocierał.

Sejny z rzeki to parę domostw, most i opactwo dominikanów, wznoszące się w pobliżu rzeki czworobokiem klasztoru ujętym na narożach basztami i monumentalnym kościołem. Biały to i przepiękny barokowy klejnot.

Według legendy tłumaczącej pochodzenia miasta Władysław Jagiełło nadał trzem swoim rycerzom kawał puszczy, by tu dożyli swych lat, byli bowiem w podeszłym wieku. Założyli oni osadę, którą nazwali "Senis" co po litewsku znaczy "Starcy". Z przekształceń tej nazwy wzięły się Sejny. Tyle legenda; źródła historyczne wiążą powstanie Sejn z czasami Zygmunta Jagiellończyka. Tak czy owak, legenda tłumacząca nazwę miasta świadczy o jednym: blisko stąd do Litwy. A może to już Litwa właśnie?

Marycha pomiędzy Sejnami a jeziorem Pomorze to trzcina, trzcina, trzcina... Czasem wręcz trzeba było się przez tę trzcinę przedzierać, łamiąc ją i rozgarniając. Porastał ją często dziki chmiel. Kwitł właśnie; wzruszony, słodkim zapachem trzcinowisko nasycał. Gdzie nie było trzciny, tam koryto zarastały wyższe od burt kajaków łany strzałki wodnej. Słowem, brodziliśmy wśród zieleni.

Jedynie krótki odcinek za Deguciami był inny. Za drewnianymi zabudowaniami dawnego młyna rzeka rozszerzyła się, spłyciła i w las wpłynęła. Las nie byle jaki, bo chroniony jako rezerwat "Pomorze", z najstarszym drzewostanem w Puszczy Augustowskiej, liczącym sobie ponad 200 lat. Z rzeki jednak tych starych sosen nie widać. Głównie widać olchy.

Ujście Marychy do jeziora Pomorze to rozlewiska wśród mokradeł, za którymi widać drzewa i tylko wieża kościoła nad nimi przypomina o istnieniu Gib. My dążyliśmy jednak w przeciwną stronę, do Zelwy, bo tam, niedaleko przed wypływem Marychy w dalszą jej podróż, był nasz biwak.

Dorota na płytkiej zatoce jeziora przy ujściu Marychy pośród mew wypatrzyła rybitwę czarną. Pokazała ją nam podekscytowana.
- Czekałam na nią dwadzieścia lat!

Były tam nawet dwie takie rybitwy.

Biwak nad jeziorem Pomorze założyliśmy w świetnym miejscu, w samym sercu lasu, w oddaleniu od siedzib ludzkich, za to w pobliżu jeziora Zelwa i niewielkiego jeziorka Tobolinka. Jest to jezioro dystroficzne, otacza je pływający kożuch torfowców i na nim rosną rosiczki. Gdy to odkryłem podczas spaceru z dziećmi, podpowiedziałem im, żeby zawlec kogo się da nad Tobolinkę i małe te mięsożerne (a ściślej owadożerne) roślinki mu pokazać. Ci, co dali się dzieciom namówić, byli zachwyceni. Leszek, choć taki globtroter i ekolog, po raz pierwszy w życiu rosiczki widział.

Marycha, do jeziora Pomorze rzeka trzcinowa i łąkowa, za jeziorem pokazała drugie swe oblicze: leśne. Co tu dużo mówić: o ile do jeziora Pomorze Marycha nas zawiodła, to za nim zauroczyła na całej linii.

Marycha płynie tu najpierw leniwie, łagodnie, szeroko się rozlewa wśród wodnych roślin i boru; tak przez rezerwat "Kukle" dociera do granicy. Tam ożywia się nieco, zakrętami to o polski, to o litewski brzeg się ociera, czasem drzewo w nurt zrzuci. Wciąż jest jednak bezpieczna, przezroczysta (polityk by powiedział: transparentna) i ryby oraz podwodne rośliny można podziwiać w niej jak w akwarium.

Ula i Grażyna, nasze dwie klubowe Siostry Sisters powiedziały, że co pojadą na spływ, to trasa jest ładniejsza.
- Jak długo tak będzie, Tomek?

Skończyliśmy spływ Marychą we wsi Stanowisko, jak wszyscy, co nią pływają. Dalej rzeka staje się granicą między Litwą a Białorusią, a jeszcze dalej w całości już wpływa na teren Białorusi. Tam też musi być piękna! Piękno nie zna granic.

Jedno jezioro na jeden dzień

Rano rozstaliśmy się z Dorotą i jej Belgiem. Belg zachorował i postanowili wracać do domu. Zostawiliśmy ich na biwaku i po godzinie jazdy samochodami byliśmy już za granicą, w okolicy miasteczka Veisiejai. Tu pobłąkaliśmy się trochę, szukając dojazdu do jeziora Veisiejis, wreszcie zwodowaliśmy się przy samotnym domu na końcu leśnej drogi. Jego mieszkanka zgodziła się, byśmy skorzystali z jej prywatnego podwórka i pomostu. Władała nawet nieco językiem polskim, miała też małego kotka, który wpadł w oko mojej Zosi i małego pieska, któremu wpadły w oko nasze nogawki. Starał się je złapać, a szczekał przy tym...!

Deszcz zaczął padać, gdy wypływaliśmy. No i padał nam prawie przez całą drogę. Przy potężnym grodzisku Paveisininku dopadła nas też burza. Przeczekaliśmy ją, stojąc pod plandeczką na pomoście.

Paveisininku piliakalnis (tak brzmi litewska nazwa wzniesienia) dobrze zachowało zarys wałów. Jak powiedział Leszek, widząc tak dobrze zachowane grodzisko nasuwa się myśl, że Litwini po odzyskaniu niepodległości dosypali na swych grodziskach ziemi, aby mocniejsze dawały świadectwo ich pradawnych korzeni. Grodziska w Polsce to przecież z reguły ledwie zarysowane górki. Gdyby nie to, że Paveisininku piliakalnis jest grodziskiem pojaćwieskim, mogłoby ono być dowodem tezy Leszka. Jakby nie było, widok z wału w trzech kierunkach na jezioro był przedni.

Jezioro Veisiejis to prawie 20 kilometrów wody rozlanej w kształcie litery C z kilkoma dodatkowymi odnogami. Wokół jeziora jest głównie las, czasem osada. Rzadko gdzie w Polsce można tak długo płynąć i nikogo na wodzie nie spotkać.

Przestało padać, gdy po czterech godzinach od startu dopłynęliśmy do Kalviai. Dachy tej wsi widzieliśmy wyraźnie za trzcinowiskiem. Wiedzieliśmy też z mapy, że w trzcinowisku powinny kryć się dwie wysepki; dowodziły tego również korony drzew oraz świadectwo Leszka, który wczesną wiosną widział z brzegu ze wsi Kalviai na tych wyspach mnóstwo mew. Mapa nakazywała przy wsi wpłynąć w odnogę jeziora prowadzącą w lewo. Podjąłem dwie próby przedarcia się przez gęstwinę w miejscach, w których trzciny wydawały mi się rzadsze i nie prowadzące w stronę wysepek. Bez skutku. Za każdym razem utknąłem. Postanowiliśmy spróbować opłynąć trzcinowisko dookoła, prawą stroną, od zachodu. Tam wreszcie natknęliśmy się na szeroką i długą cieśninę, prowadzącą między trzcinowiskiem a wioską na dalszą część jeziora, w kierunku wypływu krótkiej rzeki Niedy.

Nasz kierowca Grzesiek czekał na nas przy elektrowni na Niedzie w Kapčiamiestis. To koniec etapu, z przyjemnością przebraliśmy się w suche ubrania.

Zosi zmoczyły się jedynie buty. Dobrze ją na ten deszczowy dzień zabezpieczyłem, co mnie ucieszyło. Mokre i zmarznięte dziecko może być wkrótce chorym dzieckiem, a chore dziecko na spływie to same kłopoty.
- To był etap prawdy! – powiedział Prezes.
- Dobrze, że Belg nie popłynął. Po dniu dzisiejszym albo by umarł, albo by wyzdrowiał. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Co byśmy jednak zrobili, gdyby nie przeżył?

Mniej znana Hańcza

Nie ma kajakarza w Polsce, który nie słyszałby o Czarnej Hańczy. To jedna z tych słynnych rzek, na których należy być. Nie każdy z kajakarzy jednak wie, że równolegle do Czarnej Hańczy, tuż za litewską granicą, płynie sobie jej siostra, Biała Hańcza, a właściwie Baltoji Ančia, bo to siostra cioteczna, z zagranicy.

Baltoji Ančia, choć tak bliska, do tego samego co Czarna Hańcza uchodząca Niemna, była w Polsce jedynie przelotnie. W średniowieczu w jej rejonie stykali się ze sobą Jaćwingowie i Litwini. Jaćwingów jednak wytępiono i to Litwini na trwałe zawładnęli tymi terenami. Weszły one w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego i pozostawały w jego granicach aż do czasu rozbiorów. W XIX wieku granice Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego objęły cały teren, przez który płynie Biała Hańcza, gdyż na północy i na wschodzie w tym rejonie opierały się o Niemen. Był to jedyny czas, który można określić jako polski epizod w dziejach tej rzeki, o ile Księstwo Warszawskie i Kongresówkę, twory dość sztuczne, można utożsamiać z Polską. Powstałe po 1918 roku państwo polskie nie objęło już swymi granicami terenów nad tą rzeką, granica została ustanowiona podobnie jak biegnie dziś, na Marysze, a Baltoji Ančia w całości znalazła się na terenie państwa litewskiego. Była potem w Związku Sowieckim, dokładniej w Litewskiej SSR, teraz jest w Republice Litewskiej, ale w Polsce już nie była.

Wyruszyliśmy na Białą Hańczę z jeziora Vernijis, na które zwodowaliśmy się w pobliżu osady Radvilonys. Z jeziora tego krótkim, półtorakilometrowym odcinkiem niewielkiej, ale wystarczająco głębokiej rzeczki, przedostaliśmy się na jezioro Ančia (czyli w tłumaczeniu na polski jezioro Hańcza). Na rzeczce były dwie przeszkody wymagające przeciągnięcia kajaków brzegiem, ale poza tym była ładna, jak z folderów dla kajakarzy, tak orzekły Siostry Sisters.

W Veisiejai mieszkał i pracował przez krótki czas Ludwik Zamenhof, urodzony w Białymstoku, w dorosłym życiu związany głównie z Warszawą, twórca języka esperanto. Zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo różnorodność języków potrafi poróżnić ludzi, starał się stworzyć język ponadnarodowy, który by ludzi do siebie zbliżał. W Veisiejai jest jego pomnik. Jest tu też barokowy kościół i dobrze zaopatrzony sklep spożywczy. Przy moście zrobiliśmy przerwę i zrobiliśmy w nim zakupy wszelkich litewskich specjałów.

Na dalszym odcinku dał nam się we znaki wiatr. Jezioro Ančia to największa odkryta przestrzeń w okolicy a wiatr wiał akurat nam w twarz. Czymże jednak byłoby życie bez przeciwności.

Bohaterka dwóch narodów

Za namową Leszka zatrzymaliśmy się w Vainežeris. Leszek namawiał nas, bo jest tam grodzisko, jest tam park, są tam rzeźby. Jest tam ciekawie. Na półwyspie rzeczywiście były dobrze zachowane wały drewniano-ziemnej fortalicji z XVI-XVII wieku, ale dalej już nie poszedłem, bo Zosia wolała sprawdzać, czy żołędzie pływają i ktoś musiał jej towarzyszyć. Michał z innymi dotarł do parkingu, gdzie w ruinach dworu jest rzeźba jakby kobiety w męskim przebraniu.
- Czyżby to była Emilia Plater? – zastanawiały się Ula z Grażyną po powrocie do kajaków.
- Emilia Plater, co ma czerwony krater – zrymowała Zosia, lat sześć, po czym dodała – Co to jest krater?
- Taka dziura.
- Nie rozwijajmy może tematu.
- Krater to dziura w ziemi, którą wydobywa się lawa.

Dopiero na biwaku się doczytałem, że Vainežeris to dawne Justianowo, gdzie był dwór należący do Ignacego Abłamowicza, w którym zmarła najbardziej wśród Polaków znana Litwinka, dziewica-bohater, wódz powstańców: Emilia Plater. To był jej pomnik!

Rodzina Emilii Plater zarówno od strony matki jak i ojca pochodziła z Polskich Inflant, czyli z terenu dzisiejszej Łotwy, a jej korzenie były niemieckie. Platerowie byli jednak polskimi patriotami i na taką wychowano także Emilię. Po wybuchu powstania listopadowego jedną z pierwszych jego litewskich inicjatorek była właśnie Emilia Plater, która miała wówczas 24 lata. Sformowała własny oddział partyzancki i najpierw na jego czele, a później pod komendą różnych powstańczych dowódców walczyła z Rosjanami. Kiedy ostatni z nich, generał Dezydery Chłapowski, postanowił złożyć broń i przekroczyć pruską granicę, Emilia Plater wraz z przyjaciółką i kuzynem postanowiła przedostać się do Warszawy i tam kontynuować walkę. W czasie przedzierania się w tym kierunku Platerówka zachorowała i ostatecznie znalazła schronienie w dworze Abłamowiczów w Justianowie. Mimo opieki, jaką ją otaczano, zmarła 23 grudnia 1831 roku.

Wbrew Mickiewiczowskiemu przekazowi, który znamy ze szkoły, Emilia Plater nie zmarła więc w głuchej puszczy, na pastuszym tapczanie, w izdebce w chatce leśnika. Była to tylko licentia poetica wieszcza. Nie umniejsza to jednak w niczym jej życia. W czasach, gdy rolą kobiety była rola żony, ewentualnie jeśli przy armii - markietanki, Platerówna dowodziła najpierw własną partią powstańczą, potem regularnym wojskiem - kompanią piechoty w stopniu kapitana.

Grób Emilii Plater znajduje się w pobliskim Kopciowie, obecnie Kapčiamiestis. Pochowano ją tu pierwotnie pod fałszywym nazwiskiem. Obecny pomnik powstał w 1912 roku. Jest to jeden z ostatnich istniejących grobów na dawnym cmentarzu. Otaczają go drzewa. Nowy cmentarz wiejski urządzono na przeciwległym brzegu Niedy, a dawny stał się swoistym mauzoleum bohaterki Obojga Narodów. Oprócz niego na rynku w Kapčiamiestis stoi pomnik z jej statuą, w pobliżu jest też poświęcone Emilii Plater muzeum, a na peryferiach miasteczka miejsce, w którym według tradycji została raniona przez kozaków.

Emilia Plater jest jedną z ostatnich postaci wspólnej historii Polski i Litwy. Żyła w czasach, w których wydawało się, że w szeroko pojętym pojęciu "Polska" zmieścić można także pojęcie "Litwa". W czasach tych szersze aniżeli tylko lokalne, do najbliższej okolicy ograniczone horyzonty, mieli tylko obywatele szlachta, którym nie przeszkadzało uważać się za Litwina z urodzenia a z narodowości za Polaka.

W czasach tych, jak pisze Tadeusz Konwicki, "Litwa była nieokreślonym obszarem geograficznym, niejasną formacją etniczną, niezdefiniowaną strefą kulturową". Mieszały się w niej elementy litewskie z polskimi i białoruskimi. Był to czas, gdy istniały pogranicza, miejsca, gdzie przenikają się i oddziaływają na siebie sąsiadujące kultury. Wiek XIX a później wiek XX zdefiniowały jednak na nowo pojęcie narodu: obudziły świadomość narodową opartą na wspólnocie języka. Początek dała temu rewolucja francuska; levée en masse pozwoliło wezwać do broni cały naród i obronić rewolucji przed interwenientami. Europa zrozumiała, że odwołanie się do wspólnoty narodowej umożliwi zmobilizowanie niewyobrażalnych dotąd sił do służby państwu. Aby to nastąpiło, obywatel musiał być światły: pojawiła się powszechna oświata, będąca często formą propagandy narodowej. Zrodził się nacjonalizm, zakładający, że każdy naród zasługuje na to, by posiadać własne państwo, odpowiednie do jego potrzeb. Dzięki tej ideologii zjednoczyły się Niemcy i Włochy; narody uciemiężone obcym panowaniem uzyskały narzędzie do kształtowania własnej świadomości. Było to poszukiwanie własnej tożsamości w opozycji do innych. Na Litwie przejawiło się ono w odcinaniu od więzi kulturalnych i historycznych z Polską; Polacy byli przedstawiani jako wrogowie dążący do spolonizowania Litwinów. Echa tego brzmią do dzisiaj. Nacjonalizm rodem z XIX wieku tłumaczy, dlaczego narodowym bohaterem Litwinów jest Witold, przedstawiany jako niezależny władca, dlaczego Litwini wszystkie polsko brzmiące nazwiska tłumaczą na swój język i dlaczego rzadko kiedy można spotkać tablice informacyjne w języku polskim; nie ma ich nawet w takich miejscach jak muzeum Miłosza czy miejsce śmierci Emilii Plater.

Pozostałością ideologii nacjonalizmu jest powstanie państw narodowych, bez mniejszości, bez rozległych stref pogranicznych. Teraz jednak Europa dąży do zjednoczenia, granice zacierają się, ludzie wędrują i osiedlają się daleko od miejsca urodzenia. Czy cały kontynent nabierze cech wielokulturowego pogranicza?

W stronę granicy

Naszą litewską bazę założyliśmy nad jeziorem Ančia niedaleko osady Jezdas. Trafiliśmy tam jadąc leśną drogą, poszukując miejsca na nocleg po zakończeniu spływu Niedą. Na polanie natknęliśmy się na piętrowy budynek z pokojami do wynajęcia, klockowaty w formie, z ubiegłej socjalistycznej epoki. Litwini gospodarujący nim zgodzili się, byśmy zabiwakowali w jego pobliżu. Dziesięć litów od osoby i za to dostęp do kuchni, do ubikacji i do pryszniców, a jak się później okazało, była też w nim sauna i niewielki kryty basen z zimną wodą. Miejsce to tak się nam spodobało, że wszystkie trzy noce na Litwie spędziliśmy w tym miejscu.

Za jeziorem Ančia wypływająca z niego rzeka ma białawe zabarwienie. Jurek powiedział, że to woda alkaliczna, ta barwa to zasługa kredy jeziornej, która nadaje też kolor jezioru. Tak dowiedzieliśmy się, dlaczego rzeka nosi nazwę Białej Hańczy.

Baltoji Ančia pomiędzy jeziorem Ančia i Kapčiamiestis prowadzi wody bystro wąskim korytem, ujętym w karby korzeniami olch. Szybko się tu płynie i bardzo malowniczo. Za Kapčiamiestis i ujściem Niedy wciąż jest malowniczo, ale łagodniej. Wciąż brzegi są zalesione, ale rzeka jest dwakroć szersza, nie gna tak, jest stateczniejsza. Wreszcie przechodzi w długie i wąskie jezioro zaporowe, na początku którego skończyliśmy piąty dzień płynięcia.

Dotarliśmy do tego miejsca o godzinie trzeciej, równo z Grześkiem, naszym kierowcą, który dojechał tu busem, zaskoczony jakością dróg, którymi przyszło mu się poruszać. Pierwsze zaskoczenie przeżył za Kapčiamiestis, gdy droga oznakowana jako prowadząca na przejście graniczne stała się nagle szutrówką. Drugie, gdy skręcił z niej w stronę jeziora. Drogi w tej okolicy okazały się fatalne, wyboiste. Nawet nie szutrowe, ale po prostu leśne. Nie było jednak wyboru: skoro zdecydowaliśmy się na biwak stacjonarny w Jezdas, musiał nas następnego dnia tu ponownie przywieźć na start do kolejnego etapu.

Cztery kilometry powyżej swego ujścia do Niemna Baltoji Ančia jest przegrodzona zaporą. Jest tu elektrownia wodna. Zalew utworzony wskutek jej wybudowania ma niecodzienny kształt. Zaporę zbudowano bowiem poniżej miejsca, w którym Baltoji Ančia łączy się ze swymi dwom dopływami: Seirą i Stirtą i stojąca woda piętrzy się w dolinach wszystkich tych trzech rzek, tworząc długie i wąskie korytarze wśród gęstych sosnowych lasów.

Siedem kilometrów dzielących nas od zapory pokonaliśmy szybko. Rzeka poniżej wyglądała zachęcająco. Czytałem przed wyjazdem, że na spływ odcinkiem rzeki pomiędzy zaporą a Niemnem potrzebne są specjalne zezwolenia, bo to odcinek przygraniczny. W okolicy zapory jednak żadnych tablic mogących na to wskazywać nie było. Leszek zapytał się jadących drogą rowerzystów, czy można dalej pływać. Jeden z nich odparł, że tak, sam dwa razy ten odcinek płynął. Przeszkód tylko jest więcej niż powyżej jeziora.
- Mam wielką ochotę płynąć tą rzeką – rzekł Leszek. – Drugi raz taka okazja może się nie zdarzyć.
No i popłynęliśmy.

Dolny odcinek Białej Hańczy rzeczywiście był najciekawszy. Pięknymi bystrzami schodziła do Niemna, były też zwalone drzewa, słowem: kombinacyjne płynięcie, zwłaszcza, gdy płynie się niezbyt zwrotną dwójką. Na szczęście nie było wiele przeciągania, bo trasa została udrożniona przez Litwinów, którzy w największych zatorach powycinali przejścia. Ale i tak Michał uznał ten fragment rzeki za miniaturowy Jar Raduni. Michał, który Jarem tym jeszcze nie płynął, ale widział go w Babim Dole.

Skończyliśmy spływ przy mizernym wysokim mostku w wioseczce Sventijanskas, za którym Biała Hańcza uchodzi do Niemna. Niemen wody swe wśród boru toczył wartko. Za nim jawiła się słupkiem granicznym Białoruś.

Sventijanskas to dawny polski Świętojańsk. Ten przygraniczny rejon Litwy przed stu laty zamieszkiwany był przez Polaków, ale w odrodzonej Polsce się nie znalazł.

Ustalające granice nowo powstałych po Pierwszej Wojnie Światowej państw mocarstwa starały się kierować kryteriami etnograficznymi. W 1919 roku zdecydowały, by tymczasowym rozgraniczeniem między Polską a Litwą była tzw. linia Focha, przebiegająca na obecnym pograniczu obu państw w sposób zbliżony do granicy dzisiejszej. Żadne z państw nie chciało takiej linii demarkacyjnej zaakceptować. Po litewskiej stronie pozostawiała ona szereg wsi o przewadze ludności polskiej, takich jak Warwiszki, Świętojańsk, Bugieda. Po polskiej stronie pozostały z kolei Puńsk, Widugiery, Smolany, Wojtokiemie, wsie do dziś będące litewską enklawą na terytorium Polski. Litwa rościła sobie też prawa do ziem historycznie należących do Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli także Sejn, Suwałk i Augustowa, mimo, że w początkach XX wieku były one już etnicznie polskie. Pomiędzy wojskami obu państw doszło do szeregu starć. Front ulegał częstym przesunięciom; Sejny przechodziły z rąk do rąk 11 razy. Ostatecznie walki rozstrzygnęła krwawa bitwa pod Sejnami, stoczona 22 września 1920 roku. Doprowadziły one do ustalenia tymczasowej granicy na linii Focha z pozostawieniem po obu stronach tej linii sześciokilometrowego pasa zdemilitaryzowanego. W pasie tym przez kolejne trzy lata wciąż wrzało, choć już bez udziału wojsk obu stron. Litewscy partyzanci napadali na polską ludność, która utworzyła własne oddziały samoobrony, nazwane z czasem mianem Samorządu Warwiszki. Działały one po litewskiej stronie linii Focha, w rejonie pomiędzy Marychą, Biała Hańczą i Niemnem, mając nadzieję na przyłączenie wiosek tam położonych do Polski. W lutym 1923 roku doszło jednak do ostatecznego ustalenia przebiegu granicy, która pozostawiła te wioski po litewskiej stronie. Wówczas prawie sto rodzin z terenu działania Samorządu Warwiszki przeniosło się na stronę polską i rozlokowało u swych rodzin i znajomych; wiele z nich do rodzinnych wsi już nie powróciło.

Skutkiem tych wydarzeń, a także okoliczności w jakich Polacy opanowali i przyłączyli do Polski Wilno, były wzajemne animozje i nieufności. Ujawniają się one czasem nawet dzisiaj.

Wracając do Polski, zatrzymaliśmy się w Veisiejai na ostatnie zakupy. Litwin, który wychodził właśnie ze sklepu i mowę naszą usłyszał, zakrzyknął: Jeszcze Polska nie zginęła!

Nim zdążyliśmy cokolwiek odpowiedzieć, poszedł w swoją stronę.

Na deser Kunisianka

Nie chciało się nam wracać. Pogoda nastała piękna, słoneczna. Podążyliśmy za propozycją Prezesa i popłynęliśmy z biwaku nad jeziorem Pomorze, na którym spędziliśmy ostatnią noc wyprawy, na rzeczkę Kunisiankę, jezioro Kunis i z powrotem. Kunisianka zachwalana była przez jednego z miejscowych organizatorów spływów jako idealna trasa na mini spływ. Okazała się rzeczką jakich wiele, ledwo niosącą wśród mokradeł i trzcinowiska. Grzybienie rosły jednak na niej i na jeziorze Kunis dorodne.

Wyjechaliśmy po południu. Żegnajcie, ścieżki pogranicza. Leszek miał rację: warto było szlak Wasz przemierzyć.

Krótki opis i kilometraż szlaków

Marycha (lit. Mara)

Szlak łatwy (ZWA - ZWB), do jeziora Pomorze dość uciążliwy (u 3) z powodu roślinności wodnej zarastającej czasem całe koryto, niżej nieuciążliwy (u1), do jeziora Pomorze dość malowniczy (*), dalej bardzo malowniczy (***). Przeciętny przepływ w m. Zelwa 2,06 m3/s.

56,0
wypływ Marychy z jeziora Sejny; wodować można się przy pomostach wśród szuwarów na jeziorze powyżej mostu ale dogodniej jest zwodować się z plaży, do której dojechać należy kilkaset metrów drogą bitą prowadzącą od mostu na drodze asfaltowej równolegle do jeziora jego wschodnim brzegiem; przy wypływie rzeki most, za nim kilkunastocentymetrowy próg betonowy; sprowadzić kajaki przy brzegu bądź spłynąć
54,5
Sejny, most, pod nim kamienie; przed mostem z prawej parking z punktem informacji turystycznej przy widocznym z Marychy zespole klasztornym dominikanów, ale wyjście na brzeg nie jest zbyt dogodne, lepiej zatrzymać się tuż za mostem; w Sejnach oprócz zespołu klasztornego ze wspaniałym kościołem warto zobaczyć liczne budynki z XIX w., w tym synagogę, dom talmudyczny, ratusz i pałac biskupi
53,5
Sejny, most drogowy szosy prowadzącej w kierunku granicy; koryto rzeki zwężają trzcinowiska, czasem jest też zarośnięte całkowicie strzałką wodną; na brzegach czasem pojedyncze zagrody
49,7
Posejny (l), most
47,8
Pomorzanka (p), bród, kładka; dobre miejsce na odpoczynek
46,2
most drogi prowadzącej z Gib na graniczne przejście drogowe w Ogrodnikach; na brzegach pojawia się zadrzewienie; po około kilometrze z prawej drewniany budynek dawnego młyna
45,0
Pomorze, most drogowy, przed nim i za nim płytkie kamieniste bystrze; za mostem z lewej rezerwat przyrody "Pomorze", chroniący najstarszy drzewostan sosnowy w Puszczy Augustowskiej; w końcowej części rezerwatu w zakolu Marychy pojaćwieskie grodzisko zwane Piłokalnia
42,7
most drogowy pomiędzy wsiami Posejnele (l) i Pomorze Małe (p); rzeka rozlewa się szeroko wśród grzęzawisk; dawniej była tu zatoka jeziora Pomorze; z prawej widać wieżę kościoła w Gibach
41,2
ujście Marychy do jeziora Pomorze; trzymając się prawego brzegu można wylądować w ośrodku wypoczynkowym w Gibach; szlak zasadniczo prowadzi wzdłuż jeziora na wschód
37,7
wejście do zatoki prowadzącej od głównego plosa jeziora Pomorze na południe, na jej końcu ustronny leśny biwak, w jego pobliżu rezerwat przyrody „Tobolinka”, chroniący dystroficzne jezioro; można też z niego przenieść kajaki ok. 300 m na jezioro Zelwa;
37,3
wypływ Marychy z jeziora Pomorze, przy wypływie z l. dobre miejsce na postój w sosnowym lesie; 1,5 kilometra na północ od wypływu Marychy do jeziora Pomorze w pobliżu ośrodka wczasowego w Kuklach uchodzi rzeczka Kunisianka; można popłynąć 1 km pod jej łagodny prąd na jezioro Kunis a przy odpowiednim stanie wody być może nawet do Berżnik (od jeziora Pomorze około 8 km); za jeziorem Pomorze Marycha płynie łagodnie wśród lasu i trzcinowisk
34,7
przed zabudowaniami ujście odpływu z jeziora Zelwa (p)
34,0
Zelwa, most drogowy; odtąd aż do granicy Marycha przepływa przez teren rezerwatu "Kukle", chroniącego oprócz doliny rzeki także torfowiska i niewielkie jeziorka, w tym dystroficzne, znane na tych terenach jako suchary; nurt nikły
29,4
pale po starym moście; rzeka płynie odtąd bardziej bystro, pojawiają się w niej zwalone drzewa, łatwe do opłynięcia; w pobliżu granica państwa
28,4
Budwieć (p), mostek, dobre miejsce na postój; można stąd udać się pieszo do położonego już na Litwie rezerwatu torfowiskowego "Krakinio Botaninis Draustinis"; odtąd rzeka stanowi granicę między Polską i Litwą; wkrótce kolejny mostek; z prawej co pewien czas kolejne zabudowania wsi Budwieć
21,7
Stanowisko, zagroda na prawym brzegu, oznakowane tablicą miejsce zakończenia spływu; na mapie jest to punkt, w którym do rzeki dochodzi droga prowadząca ze wsi Wiłkokuk do Stanowiska

Baltoji Ančia (pol. Biała Hańcza)

Szlak łatwy (ZWB), jedynie ostatnie 4 km nieco trudne (ZWC). Powyżej jeziora Ančia i na ostatnich 4 km dość uciążliwy (u 3) z powodu powalonych drzew i przenoski przez elektrownię, na pozostałym odcinku nieuciążliwy (u1). Szlak bardzo malowniczy (***). Przeciętny przepływ u ujścia 5 m3/s.

45,6
Radvilonys, osada nad jeziorem Vernijis; dojazd nad jezioro polną drogą odchodzącą od asfaltu ok. 80 m; można się tu zwodować, ale nie biwakować; biwku nad jeziorem należy szukać w rejonie wsi Jakonys
42,0
wypływ rzeczki z jeziora; mostek; rzeczka jest tu wąska ale bystra; przeszkodami są niskie mostki i zwalone drzewa, dwa wymagały przeciągania kajaków
40,6
jezioro Ančia
39,6
Veisiejai, most na przesmyku łączącym dwie części jeziora Ančia; przed mostem z l. możliwe miejsce na postój, kolejne jest na prawym brzegu przy pomoście i miejskiej plaży; w miasteczku dobrze zaopatrzony sklep, kościół barokowy i pomnik Ludwika Zamenhofa
37,4
zakręt jeziora w lewo; w kierunku południowo-zachodnim jest zatoka, u wejścia do której na półwyspie są okopy fortalicji z XVII w., a w jej pobliżu w Vainežeris (d. Justianowie) park podworski i ruiny dworu, w którym zmarła Emilia Plater, jest tam też jej pomnik
36,2
grodzisko Mečiunu piliakalnis na zakręcie jeziora w prawo, porośnięte lasem; po ponad 3 km z lewej przed dużym półwyspem dobre miejsce na biwak; niedaleko przed końcem jeziora z prawej możliwość biwakowania w pobliżu ośrodka wczasowego, jest tu też pole biwakowe
31,2
Jezdas, mostek, wypływ rzeki z jeziora
30,1
małe jeziorko, z prawej ośrodek kempingowy; wąska rzeczka bystro płynie przez las; zwalone drzewa możliwe do pokonania bez wysiadania z kajaka; piękny i szybki odcinek
26,4
Kapčiamiestis, most drogowy, przed nim z p. dogodne miejsce na postój; drogą w prawo blisko do muzeum Emilii Palter, następnie w głębi za barem w kępie drzew jest jej grób, a paręset metrów dalej rynek z pomnikiem bohaterki i sklepami oraz drewniany kościół; na zakręcie w lewo za mostem pale d. spiętrzenia, bystrze
25,7
most, pod którym rzeka przepływa dwiema rurami
24,4
ujście Niedy (p), ostatni most w Kapčiamiestis; dwukrotnie szersza rzeka niezbyt szybko płynie wśród lasów
22,1
Pinčiaragiu (p), miejsce na postój na wysokiej piaszczystej skarpie na zakolu rzeki; około 1,5 km dalej kolejne dobre miejsce na postój z prawej strony, z samochodem zaadaptowanym na banię; nieco dalej z lewej na zakolu w sosnowym lesie piękne miejsce na biwak z szerokim piaszczystym dojściem
17,8
Volskai, zabudowania z p.; po ponad kilometrze pale po dawnym moście i kładka, z lewej wieś Menciške; za nią z prawej kemping; odtąd rzeka płynie wśród trzcinowisk
12,2
ujście rzeczki Neviede (l), wypłycenie, początek wąskiego i krętego, przypominającego szeroką rzekę jeziora zaporowego Baltoji Ančia; liczne miejsca na biwak w lasach sosnowych na obu brzegach jeziora
8,7
Macevičiai (p), osada
4,4
Baltoji Ančia, hydroelektrownia za miejscem, w którym uchodzą Stirta i Seira; przenoska lewą stroną stromo w dół po trawie 100 m; przełomowy odcinek rzeki: bystrza, zwalone drzewa, głazy w korycie, silny nurt
0,1
Sventijanskas, wysoka kładka nad rzeką przed jej ujściem do Niemna, przed nią z prawej miejsce na zakończenie spływu; Niemen na tym odcinku stanowi granicę Litwy i Białorusi i spływ nim wymaga zgody litewskich pograniczników

Nieda

Szlak na przebytym jeziorowym odcinku bardzo łatwy (ZWA), nieuciążliwy (U 1), bardzo malowniczy (***).

20,0
Dainaviškiai, osada w północno-wschodnim krańcu jeziora Veisiejis; można się wodować przy samotnym domu z prywatnego pomostu za zgodą właściciela ewentualnie z miejsca, do którego dojazd drogą leśną od szosy z Veisiejai do Kapčiamiestis, tyle, że droga była zamknięta szlabanem
16,1
grodzisko Paveisininku (l) na wprost wąskiej zatoki jeziora prowadzącej na zachód, do której uchodzi rzeczka Zapse (można nią płynąć od wsi Jurčiunai nad jeziorem Galstas – do grodziska 19 km)
9,1
w lewo cieśnina prowadząca na jezioro Uosis, na jej brzegach wieś Burbai, na wprost cieśniny na zachodnim brzegu jeziora Veisiejis miejsce na biwak
6,1
Kalviai, wieś na północnym brzegu jeziora; aby do niej dotrzeć, należy opłynąć gęste trzcinowisko porastające otoczenie wysepek leżących pomiędzy głównym plosem jeziora a wsią od zachodu, gdzie jest wpływ cieśniną na wąską i długą dalszą część jeziora, noszącą nazwę Niedus
3,4
wypływ szerokiej Niedy, mostek; brak nurtu
0,7
Kapčiamiestis, elektrownia wodna, przenoska za drogę lewą stroną
0,0
ujście do rzeki Baltoji Ančia w jej 24,4 kilometrze

Autor: Tomasz Andrzej Krajewski