Strona główna » Wiedza kajakowa » Wspomnienia kajakowe

Na Orawie i Wagu

Orawa, Orawa, bez Orawę ława
Którędy chodzali, którędy chodzali
Orawcy do prawa...

Słuchając słów tej popularnej przy niektórych turystycznych ogniskach piosenki zastanawiają się niektórzy, jaki jest właściwie ich sens. Cóż jest ta Orawa, cóż jest owa ława... Orawa to historyczna kraina położona na granicy Polski i Słowacji. Orawa to również rzeka stanowiąca oś tej krainy.

Ja zobaczyłem Orawę po raz pierwszy u stóp Oravskiego Hradu. Przy moście zatrzymała się grupa kanadyjkarzy. Doskonale było widać ich łódki z zamkowego tarasu. Był rok 1995, wracałem z wędrówki pieszej po Małej Fatrze. Obiecałem sobie, że i ja tą rzeką popłynę.

W kwietniu 2001 roku Piotr Sutorowski, nasz włocławski penetrator szlaków dotąd nie przebytych, w ciągu jednego dnia spłynął Orawą z Tvrdošina do Wagu. Tego samego dnia spływałem Skrwą Lewobrzeżną, żałując trochę, że mu nie towarzyszę. Postanowiliśmy powtórzyć jego wyczyn latem, w większym gronie kajakarzy z Włocławskiego Klubu Wodniaków PTTK.

Wieczorem 28 czerwca 2001 dwoma osobowymi samochodami, wioząc dwa kajaki - jedynki na dachu, ośmioosobową grupą dojechaliśmy do Korbielowa i zanocowaliśmy w jednej z tamtejszych kwater. Zastanawiałem się, czy będzie woda. Mijaną w drodze górną Sołą nie dałoby się z pewnością płynąć.

Po przekroczeniu granicy i dojechaniu do Tvrdošina okazało się, że obawy me były płonne. Z tej właśnie miejscowości Wacław Korabiewicz w latach trzydziestych XX wieku zaczynał swą wyprawę kajakiem do minaretów: Orawą, Wagiem, Dunajem i Morzem Czarnym do Turcji i tu też na wodę zeszli mój szanowny rodziciel zwany Prezesem i kolega Korzonek, zamachali wiosełkami i zniknęli za zakrętem. Brunatna od zawiesiny rzeka niosła dużo wody.

Pojechaliśmy resztą towarzystwa do Oravskiego Podzamku, gdzie umówiliśmy się z płynącymi, z zamiarem znalezienia noclegu. Zaczął tymczasem padać deszcz. Znalezienie kwatery nie było łatwe. Choć w miejscowości tej zatrzymuje się wiele wycieczek i ogląda imponujący zamek, to mało kto korzysta z noclegów. Po półtoragodzinnej penetracji znaleźliśmy odpowiednie lokum na poddaszu domu pana Štefana. Podwórze jego gospodarstwa odgrodzone od ruchliwej szosy szczelną bramą gwarantowało spokój nam i bezpieczeństwo naszym najmłodszym, były bowiem z nami kilkuletnie Jola i Martynka. One i ich mamy przybyły do Słowacji kajakarzom dla towarzystwa a sobie dla wypoczynku.

Płynący osiągnęli Oravski Podzamok po trzech godzinach. Czekałem już na nich z Moniką w barze nad rzeką. Popijałem piwo, bo, jak każdy Słowak wie, "Najt`ažšim hriechom je nepit` dobre pivo !". Padał deszcz, lecz mimo to i mimo związanego z niepogodą wahania mej towarzyszki zmieniliśmy Prezesa i Korzonka w łódkach i popłynęliśmy dalej w dół rzeki. Niosła szybko i z chwili na chwilę pogodniała. W Dolnym Kubinie, największym nadorawskim mieście, nie padało już. W naszych fotograficznych pamięciach pozostanie widok drewnianego zadaszonego długiego mostku łączącego porosłe mieszkalnymi blokami brzegi. W Istebnem, znanym z drewnianego protestanckiego zabytkowego zboru, z dala usłyszałem spiętrzenie. To, co ujrzałem za przelewem, wyglądało niewesoło i mając za asekurantkę jedynie Monikę, dla której była to pierwsza tak duża górska rzeka, nie zdecydowałem się na spływanie. Monika przyznała później, że przez pierwszą godzinę nie widziała nic oprócz rzeki. Faktycznie, na trasie już samo burczenie odwojów tworzących się za zalanymi wodą głazami nie pozwalało na dekoncentrację. Próg w Istebnem obnieśliśmy.

Za Parnicą wyjrzało słońce i zaczął się najbardziej malowniczy odcinek szlaku. Szczyty widoczne z wody, takie jak odległy o kilka kilometrów Vel`ki Rozsutec, wznoszą się nad nią ponad tysiąc metrów. Wapienne skały ograniczające odcinkami nurt są znacznie niższe, ale nie mieliśmy czasu się im zbytnio przyglądać. Nie pozwalały na to piętrzące się na zakrętach fale i prędkość, z jaką płynęliśmy. Po niecałych trzech godzinach od startu zobaczyliśmy mosty w Kral`ovanach i z lewej strony do Orawy dołączył Wag. Największa z rzek słowackich, których cały bieg znajduje się na terenie tego kraju, niosła czystszą wodę o ciemnawym zabarwieniu niż Orawa i wydawała się od niej mniejsza, choć to przecież Orawa do Wagu uchodzi.

Nasi zmiennicy już na nas czekali. Wróciliśmy samochodem do kwatery i wieczór upłynął nam na zadzierzgiwaniu więzi z gospodarzem. Poinformował nas między innymi, że woda w rzece jest dwakroć wyższa od przeciętnej, gdyż jest spuszczana z Jeziora Orawskiego w związku z przygotowywaniem zbiornika retencyjnego przed zapowiadanymi ulewnymi deszczami. Na wodowskazie w Oravskim Podzamku przy moście było 80 cm.

Następny dzień - zmiana ról. Tym razem z Moniką od rana wystartowaliśmy z Tvrdošina. Pierwsze osiem kilometrów było łatwe i pomału zaczynałem wątpić w opowieści Korzonka o "stójkach" jak lodóweczki, gdy w rejonie wsi Podbiel trasa uległa nagłemu urozmaiceniu. Zaczęły się ostre zjazdy, czasem kilkusetmetrowej długości, a na niektórych zakrętach trzeba było uważnie manewrować, by nie dać się zaskoczyć nakładającym się falom. Nie pozwoliły na znudzenie i niespodziewanie szybko wyrosła nad nami nasadzona na przewieszonej wapiennej skale niczym główka szpilki strażnica Oravskiego Hradu. Nasi zmiennicy nie docenili naszego tempa. Kontynuowali wczorajszy wieczór przyjaźni polsko - słowackiej, tym razem w altanie na podwórzu przy kalwadosiku własnej produkcji pana Štefana, gdy Monika zawiadomiła ich o radosnej konieczności zamiany wygodnych ławek na mniej wygodne siedzonka kajakowe.

Zanim pojechaliśmy po Prezesa i Korzonka zwiedziliśmy z przewodnikiem Oravski Hrad. Podczas oglądania tej rozległej twierdzy warto zwrócić uwagę na kilka spraw. Rzuca się w oczy wielesetletnie powiązanie Słowacji z Węgrami. To feudałowie madziarscy pełnili przez stulecia role władcze w tym rejonie. Nic dziwnego, że narodowym bohaterem Słowacji jest walczący z możnymi, a więc najczęściej ludźmi obcej nacji, zbójnik Juraj Janošik, urodzony w pobliskiej Terchovej i ochrzczony w położonym nad Wagiem Varinie. Oravski Hrad pełnił zresztą rolę największego więzienia dla zbójników w rejonie okołotatrzańskim, co znalazło swe odzwierciedlenie w literaturze - także polskiej, choćby "Popiołach" Żeromskiego. Emanujący z zamku nastrój wcześnie został dostrzeżony przez filmowców. Na początku XX wieku Friedrich Murnau nakręcił w nim niemą wersję "Nosferatu".

Zwiedzanie zajmuje dwie godziny i na metę do Kral`ovan dotarliśmy później samochodem dokładnie w tym samym momencie co nasi zmiennicy. Wyjazd dobiegał końca. Jeszcze tylko ostatniego dnia wracając zatrzymaliśmy się w Tvrdošinie przy najstarszym kościółku drewnianym na Orawie z malowidłami z XV wieku i pożegnaliśmy gościnną Słowację.

Minął rok i 5 lipca 2002 ponownie zawitaliśmy do gościnnego domu pana Štefana. Tym razem naszym celem był Wag, kolejna duża rzeka Słowacji, dostępna dla kajakarzy przez cały rok. Następnego dnia poznaliśmy jego bieg na odcinku, którym dzieli Wielką Fatrę od Choczańskich Wierchów. Podzieleni na dwie pary spłynęliśmy z Bešenovej do Kral`ovan. Licząca 26 kilometrów trasa nie była trudna. Urozmaicały ją nieznaczne bystrza i przemiały oraz piękne widoki na mijane szczyty. Jedynym utrudnieniem w ich kontemplowaniu był huk pociągów i samochodów, dochodzący bezustannie z biegnących wzdłuż rzeki linii kolejowej i szosy. Przy rozsiewających po okolicy charakterystyczny zapach zakładach celulozowych w Ružomberku jedyny raz wysiedliśmy z łódek obnosząc wysoki kilkumetrowy próg. Wędkarz napotkany przy nim poinformował nas, że kilka lat temu zdarzył się tu wypadek śmiertelny - utopili się kajakarze z Niemiec. Jedynym trudniejszym miejscem był znajdujący się też w Ružomberku inny sztuczny próg usypany z głazów - można było go jednak spłynąć po lewej stronie.

Płynięcie każdej z par zajęło po cztery godziny. By urozmaicić czas oczekiwania na swoją kolej, wspięliśmy się z Moniką na górę z ruinami zamku Likava. Malowniczo prezentowały się z szosy, która łączy Ružomberok z Oravskim Podzamkiem, piękne też roztaczały się z nich dookólne widoki.

"Okolé Strečna cesta nebezpečna" - takim przysłowiem słowackim zareagowała na wieść o naszym zamiarze spłynięcia przełomu Wagu przez Małą Fatrę żona naszego gospodarza. Odcinek z Vrutek do Strečna, a nawet dalej, nie okazał się jednak trudniejszy od Orawy. Każda z naszych dwóch grup miała inne warunki spływu, gdyż Prezes z Korzonkiem doświadczyli zalewania przez wysokie fale, a ja z Moniką lawirowania między głazami rozstawionymi po rzece niczym pionki po szachownicy. To zakończenie pracy przez elektrownię wodną sprawiło, że poziom wody w ciągu kilku godzin obniżył się o ponad pół metra. Prezes z Korzonkiem przepłynęli też dłuższy odcinek, gdyż nieroztropnie udaliśmy się z Moniką zwiedzać wyniesiony ze dwieście metrów ponad wodę zamek Strečno i stamtąd zobaczyłem naszych zmienników, jak rozglądając się za nami przepłynęli pod naszymi stopami. Goniliśmy ich później samochodem i zabraliśmy dopiero z Mojšovej Lučki, z zalewu utworzonego przez zaporę wodną przed Žiliną. Nie byli szczęśliwi...

W malowniczym - zwłaszcza w rejonie ruin zamków Stary Hrad i Strečno - przełomie oprócz Słowaków spotkaliśmy kajakarzy - Czechów. Na odcinku tym organizowane są także spływy tratwami podobne do znanych w Polsce spływów przełomem Dunajca. Z powodu niepewnej pogody - zbierało się na deszcz, który w końcu zresztą spadł - tratwy żadnej nie minęliśmy.

Ostatniego dnia pobytu spłynęliśmy Orawą z Parnicy do ujścia i dalej jeziorem zaporowym na Wagu do Šutova. Tym razem można było się do woli napatrzeć widoków na otoczenie najpiękniejszego odcinka Orawy i na zielonobiałe szczyty Małej Fatry przeglądające się w spokojnych wodach zalewu. Stan wody w Orawie był niższy tego roku o ponad 30 cm i w związku z tym trudność rzeki - zdecydowanie mniejsza.

Na zakończenie jeszcze jedno wyjaśnienie. Orawa to jak już wiadomo rzeka. Czym jest jednak owa wspominana w cytowanej na wstępie piosence "ława"? Słowacki wyraz "lavka" oznacza kładkę, mostek. Taki też jest źródłosłów piosenkowej "ławy". Lepiej jednak z niej nie korzystać. Lepiej wyruszyć na Orawę i Wag kajakiem. Odległość z Polski na te rzeki nie większa jest niż na Poprad czy Dunajec, trudność rzek podobna, a okolice równie piękne.

Informacje praktyczne

Orawa - średni spadek około 2,8‰, trudność WW I, miejscami WW II. Stan wody w miarę stabilny w związku z regulowaniem przepływu przez zapory za jeziorem Orawskim i w Tvrdošinie. Szlak nieuciążliwy, bardzo malowniczy.

Orientacyjny kilometraż

55,0
Tvrdošin, wodować przy moście na drodze Trstena - Dolny Kubin na prawym brzegu rzeki w pobliżu parkingu
47,0
Ujście Studenego Potoku, m. Podbiel; pierwszy przełom rzeki
29,5
Oravski Podzamok, most drogowy, obok parking pod zamkiem Oravski Hrad
18,0
Dolny Kubin
11,0
Istebne, usypany sztucznie próg.
8,5
Parnica, początek przełomu rzeki między Małą Fatrą a Šipską Fatrą
0,0
Kral`ovany, ujście Orawy do Wagu

Wag - na opisanych odcinkach średni spadek około 3‰, trudność WW I. Stan wody w miarę stabilny w związku z regulowaniem przepływu przez zapory. Szlak nieuciążliwy, malowniczy.

Orientacyjny kilometraż

32,0
Bešenova, most
27,5
Liskova, most; wkrótce z lewej zakłady celulozowe w m. Ružomberok; betonowy próg - przenoska; spływalny sztuczny próg usypany z głazów
23,5
Ružomberok, most drogowy
11,5
Lubochňa
6,0
Kral`ovany, ujście Orawy; początek jeziora zaporowego Krpelany
0,0
Krpelany, zapora wodna
9,0
Vrutky; po ponad dwóch kilometrach ujście kanału z prawej strony; w zaczynającym się przełomie przez Małą Fatrę stan wody zależy od tego, czy pracuje elektrownia i jest zmienny w ciągu doby
0,0
Ruiny zamku Strečno, prom

Dopływy Orawy: według słowackich przewodników "Zapadne Tatry" i "Orava" do spływania w okresie wysokiej wody, zasadniczo w czasie topnienia śniegów są też dostępne rzeki: Biela Orava (Oravska Lesna - Namestovo, 33 km, 4,5‰, WW II), Oravica (Vitanova - Tvrdošin, 21 km, 7,9‰, WW II), Zazrivka (Zazriva - Parnica, 16 km, 12‰, WW III).

Mapy: słowackie mapy turystyczne w skali 1:100 000 (np. "Orava", "Mala Fatra") a nawet polskie mapy topograficzne Polski wydawane przez Wojskowe Zakłady Kartograficzne w skali 1:200 000 (kwadraty "Zakopane" i "Bielsko Biała") są wystarczająco dokładne.

Ceny: kwatery prywatne od 120 koron od osoby (około 10 zł); żywność - jak w Polsce, jedynie alkohole tańsze; warto pamiętać, że sklepy w sobotnie popołudnia i niedziele z reguły są zamknięte.

Autor: Tomasz Andrzej Krajewski